pocztowa władza
Kiedy tylko zauważę, że muszę iść na pocztę ogarnia mnie złość. Dlaczego tak się dzieje? Wejście na pocztę już pokazuje, że nie jestem w swoim świecie. Są tam ludzie, którzy chociaż przez chwilę będą próbowali mną rządzić. Podchodzę do małego okienka, po drugiej stronie siedzi pani urzędniczka. W jej głowie rodzi się myśl - znowu jakiś gówniarz, cham, darmozjad, nie szanuje mojej pracy. W momencie podejścia jestem już całkowicie zmieszany z błotem. Podaję rachunki, urzędniczka odwdzięcza się szyderczym uśmiechem. Czuję na sobie jej wyższość, to, że ja jestem nikim, tylko małym człowieczkiem, próbującym zapłacić rachunki. A ona? Ona jest wielką panią urzędniczką, należy się jej szacunek, trzeba jej podlegać, w innym przypadku potrafi zrobić ci na złość. Bierze rachunki, wpisuje coś na klawiaturze komputera, robi to szybko, żeby pokazać, że mimo swojego wieku osiągnęła coś trudnego, szybkie pisanie na klawiaturze bez patrzenia na nią. Swoim spojrzeniem wymaga podziwu tego osiągnięcia. Bierze pieczątkę, uderza szybko i bardzo głośno. To jest chyba charakterystyczne dla każdego urzędu pocztowego. Chce zademonstrować swoją siłę i sprawność. Mówi ile mam zapłacić. Daje jej pieniądze. Wydaje mi resztę, dziękuję. Swoim pożegnaniem ponownie wywołuję szyderczy uśmiech na jej twarzy. Za chwilę przekroczę próg tego urzędu, urzędniczka straci swoją władzę nade mną.
Brak komentarzy
No comments yet
Leave a reply